Maksio

Bohaterem trzeciej części projektu jest Maksymilian Kowalski. Ten mały człowieczek o tak poważnym imieniu urodził się 5 czerwca 2009 roku w Krakowie. Mimo, że miał szyję owiniętą 3,5 razy pępowiną, oddychał samodzielnie i pierwsze kilka minut wydawało się, że jest wszystko w porządku (dostał 10 punktów Apgar). Niestety nie było. Były za to drgawki, bezdechy, inkubator z mnóstwem rurek, przewodów, rozłożone ręce lekarzy mówiących, że nie wiedzą co się dzieje i w środku tego wszystkiego mała kruszynka walcząca o życie.

Od tego czasu minęło prawie 4 i pół roku, część szczegółów już zatarła się w pamięci (choć wtedy wydawało nam się to niemożliwe), ale pamiętamy wielkie oddanie lekarzy i pielęgniarek z oddziału Intensywnej Terapii Noworodka, walczących przez 3 tygodnie o Maksia. Pamiętamy także, niestety, złe rzeczy, jak np. słowa jednego z lekarzy: „No wie Pani, nawet jeśli on [Maks] przeżyje to i tak będzie rośliną. Lepiej szukajcie sobie jakiegoś hospicjum. Jesteście jeszcze młodzi, zaplanujcie sobie następne dziecko”. Nie posłuchaliśmy go, tak jak i nasz Maksio. Przeżył, zdecydowanie nie jest „rośliną”. Owszem, jest bardzo chory, ma mózgowe porażenie dziecięce w postaci spastycznej, czterokończynowej, jako dodatek do tego padaczkę, oczopląs i brak mowy. Jednak poza tym jest bardzo mądrym chłopczykiem, cierpliwym i pogodnym mimo tego ile w swym króciutkim życiu przeszedł. Maksio ciągle zadziwia nas swoim zachowaniem, determinacją i cierpliwością w osiąganiu kolejnych umiejętności, szczerą radością jak już je osiągnie, tym jak rzadko skarży się, że jest mu źle. A przecież jego życie to codzienna intensywna rehabilitacja, wyznaczająca mu rytm dnia i zostawiająca niewiele czasu na rzecz najbardziej naturalną w jego wieku – zabawę.

Dla osób takich jak Maksio, mających bardzo duże problemy z kontrolą własnego ciała, równie ważnym jak ćwiczenia usprawniające, jest posiadanie odpowiedniego sprzętu ortopedycznego. Specjaliści opiekujący się naszym synkiem uważają, że bardzo istotne jest dla niego w tej chwili umożliwienie mu przebywania w pozycji pionowej. Zdecydowaliśmy że najlepszym dla niego rozwiązaniem byłby sprzęt zwany NF-Walker. Łączy on w sobie funkcję pionizatora i chodzika. Będzie on umożliwiał Maksiowi przyjęcie pozycji stojącej jednocześnie „wymuszając” na nim prawidłową postawę. Funkcja chodzika zaś będzie miała za zadanie nauczyć go chodzić, a także otworzy go na świat i sprawi, że stanie się bardziej samodzielny i niezależny od naszych rąk.

Sprzęt ten kosztuje 28 tyś złotych (cena całkiem fajnego samochodu, uff). Dla przeciętnych dwojga Kowalskich niemożliwa do samodzielnego uzbierania. Dlatego naszym celem jest zbiórka pieniędzy na wspomnianego wyżej NF-Walkera.

Dodamy jeszcze, że jesteśmy bardzo dumni z naszego synka, za to że się nie poddał, za to że zwyciężył swoją walkę o życie, za to że ciągle walczy o swoją sprawność. Jesteśmy równocześnie bardzo wdzięczni wszystkim dobrym osobom, które już stanęły i które jeszcze staną na naszej drodze i postanowią Maksiowi pomóc sprawiając że niemożliwe stanie się osiągalne.

Rodzice Maksia

 

Wesprzyj

Facebook